Pomiar czasu podczas lekcji w-f

Pomiar czasu podczas lekcji w-f

Nigdy nie lubiłam sportu. To była moja zmora, unikałam zajęcia wychowania fizycznego jak tylko mogłam. W ten sposób narobiłam sobie problemów. Groziła mi ocena niedostateczna, z tego właśnie przedmiotu. Byłam załamana, i nie wiedziałam co zrobić.

Jak mi wyszedł pomiar czasu?

pomiar czasuMoja wuefistka powiedziała, że jedyną szansą dla mnie będzie udział w biegach. Na głowie naszej szkoły była teraz organizacja zawodów w bieganiu i szukali jakiejś tam reprezentacji szkolnej, którą mogliby wysyłać dalej. Nie byłam szczególnie zadowolona, ale nie miałam wyjścia. Stwierdziłam, że ta organizacja zawodów to mój jedyny ratunek i trochę tam po ściemniam, pobiegam i zaliczę rok. Jednak mój tata jak się o tym dowiedział, to wziął to na poważnie i zaczął mnie trenować, ech… Robił mi rzetelny pomiar czasu, bo stwierdził, że skoro już dostałam taką szansę, to muszę się wykazać. Obiegłam chyba całe trójmiasto w ciągu ostatniego tygodnia i ledwo żyłam, a on ganiał za mną ze stoperem. Byłam wykończona i miałam dość, ale tata był zły, że taki problem wyniknął z mojego lenistwa, i kazał mi dużo ćwiczyć, żeby mój pomiar czasu na zawodach był bardzo dobry. Nienawidziłam tych porannych przebieżek przed szkołą. Musiałam wstawać o siódmej, nawet jak miałam zajęcia na dziewiątą i biegać w koło osiedla. Tata oczywiście był zawsze ze mną. Modliłam się, żeby to wszystko się już skończyło, i żebym miała to z głowy. Nawet nie zauważyłam, jakie robię postępy. To wszystko mnie nie interesowało, i biegałam bo musiałam. Dlatego jak przyszedł czas zawodów, to tata był ze mną i kibicował mi.

Biegłam przed siebie i nie myślałam o niczym. Nawet nie zauważyłam, że mój pomiar czasu jest bardzo dobry i dobiegłam na metę jako druga! Byłam w szoku, tak samo jak moja pani od wuefu, która od razu wstawiła mi piątkę na koniec.